środa, 20 lutego 2013

Płaczesz? To minie...

Józef Simmler, "Katarzyna Jagiellonka w więzieniu w Gripsholmie", z wolnych zasobów Wikipediihttp://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/17/Katarzyna_Jagiellonka.jpg/764px-Katarzyna_Jagiellonka.jpg

Pierwsze tygodnie ciąży to niezła huśtawka hormonalna.
Nie dziwota, że trafiają się momenty czarnego nastroju,
kiedy byle błahostka urasta do rangi mega-problemu.
Gdy się ma tego świadomość, można spojrzeć na humorki
 z pewnym dystansem. Znam koleżankę, której w takich momentach
mąż z sympatycznym uśmiechem przygadywał :
"Marudzisz, jak baba w ciąży"...

I właśnie w tym cały figiel, by na czas ktoś podał chusteczkę, 
przytulił serdecznie, cmoknął w zapłakane oczko.
No, tak. A co wtedy gdy i najbliżsi mało entuzjastycznie
przyjęli fakt czekania na Dzidziusia?
Wtedy jest najwięcej do zrobienia dla osób dobrej woli.
Czasem to pogawędka przy piaskownicy,
czasem telefon w środku nocy...


Podać rękę, wysłuchać, jeśli trzeba popłakać razem,
przez jakieś 15 sekund...
To minie, przyjdą dni nowe. I jeśli nie zabraknie obok
dobrej duszy - będą to nowe, lepsze dni...

Agnieszka


Tekst ten pochodzi z mojego blogu "Widziane ze Sławoszewa,
opublikowany został tam dokładnie rok temu,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz